|
|
Chciałam się tylko upewnić... Najgorsze jest chyba to, że nic się nie dzieje. A jak już się dzieje, to spokojnie i bez niespodzianek. Jak zawsze. No ale czego ja oczekuję? Że nagle wyprawa na Księżyc mi się trafi? A nawet jakby się trafiła, to i tak nie polecę, bo za dużo obowiązków na miejscu. W pewnym momencie brak rozrywek staje się jednak naprawdę upierdliwy, bo człowiek chciałby coś zrobić, a z drugiej strony nie może sobie na nic pozwolić. Popapranie dorosłego zycia. Święta na szczęście już minęły. Chyba pisałam kiedyś, że nie lubię? Niby wolne dni, a wychodzi się po nich jak po bitwie... Potem za to wizyta rodziny, u rodziny i z rodziną. Dostałam też Wielkanocny upominek od teściów, rozwaliło mnie to zupełnie. A od PM książeczka na poprawę nastroju -"Puchatkowa księga cytatów" :) Wcale nie uważam, że jestem na to za stara :) "-Puchatku! - Co, Prosiaczku? - Nic - rzekł Prosiaczek, biorąc Puchatka za łapkę - chciałem się tylko upewnić, że jesteś." agne 2006-04-18 20:51:48 skomentuj (0) Walk the line Formalności kościelne załatwione. Dostaliśmy dwie śliczne kartki do spowiedzi, niczym dzieci przed komunią. Pierwsza spowiedź juz teraz, druga na dzień przed ślubem. Nienawidzę. Nie znoszę. Jest to pierwszy sakrament, który z miejsca bym zlikwidowała. Z natury zamknięta w sobie nie cierpię opowiadać o tym co robię, żaden psycholog czy ksiądz nie zdoła do mnie dotrzeć, więc czeka mnie szopka w stylu "zróbmy to po prostu i miejmy spokój". Niestety, tak to odbieram. Ale nie ma wyjścia... Fajne jest natomiast, że teraz to my będziemy wisieć na tablicy z zapowiedziami :) Dni ostatnio są bardzo dziwne, dużo nieprzewidzianych wydarzeń, rodzice w domu na urlopie... Jakby ciągle była sobota. Mimo to zaczynam coraz bardziej żyć innym życiem, swoim własnym torem, myśli mam zupełnie gdzieś indziej. Nie chcę się na nowo odnajdywać w tej rodzinie, bo coraz częściej łapię się na myśleniu o nowej - i o zmianach jakie mnie czekają. Póki co za mną wolna niedziela, wolna także od PM, który ruszył na poszukiwania garnituru. Z początku byłam trochę zła, ale potem nawet się ucieszyłam. Taki dzień też jest fajny, można zająć się po prostu sobą i ulubonymi rzeczami, obejrzeć film (co też zrobiłam - Walk the line z moją sis). Czasami dobrze jest od siebie odpocząć, bo bardziej się tęskni i docenia to, co mamy. Czyli siebie :) agne 2006-04-06 19:59:35 skomentuj (0) Dwa lata Stuknęły nam dwa lata, tak szybko, po cichu i błyskawicznie, że prawie tego nie zauważyliśmy. 731 dni. Dwa lata to i dużo, i mało jednocześnie. Bo spędziliśmy ze sobą wiele czasu, a mimo to wydaje nam się, że ciągle go za mało. Przynajmniej ja mam jeszcze ochotę odkrywać, poznawać i codziennie od nowa kochać tę moją drugą połówkę tak jakbym znała go od wczoraj. Wciąż udaje mi się dostrzec w nim nowe strony. I nawet nie zastanawiam się, jak długo to potrwa, bo mam wrażenie (być może naiwne), że już zawsze tak będzie. Ani mi się nudzi, ani nie mam dość. Ja chcę JESZCZE! Jestem szczęściarą i tyle :) agne 2006-03-13 14:47:34 skomentuj (1) Suknia ślubna Od 20 lutego mam najważniejszą rzecz, do tego prześliczną :) Ta sukienka jest dla MNIE, jest Moja, to po prostu niesamowite. To JA ją założę, nie ta pani, nie ta dziewczyna, tylko właśnie JA :))) Ale ja jestem szczęśliwa! Zabrałam mamę i oczywiście nieocenioną w doradzaniu kochaną Sis. Wykorzystałam ferie, bo myślałam, że zajmie mi to więcej czasu. Wystarczyły mi dwie godziny. Trudno jest opisać uczucie, jakie towarzyszy takiemu przymierzaniu... Coś niesamowitego. Widok w lustrze jest piorunujący, a zwłaszcza gdy ma się na sobie już tę wybraną, wymarzoną... Dziwnie, gdy tak się patrzy, a ta panna młoda to właśnie ty. Powiem nieskromnie, że sama sobie się niezmiernie spodobałam :) W pierwszym sklepie sukienki były nawet ok., ale poszłyśmy dalej, by jeszcze się rozejrzeć. Drugi sklep miał tylko sukienki jednoczęściowe. W trzecim pani dała nam karteczkę z adresem strony internetowej, i oznajmiła, że możemy sobie zajrzeć i umówić się na ewentualne przymierzanie (dziękujemy pani). O klienta trzeba dbać, a że tu panie nie dbały, poszłyśmy dalej. Do najlepszego chyba salonu pod względem obsługi i wyboru fasonów. No i tu już oczopląs i szok! Miałam tyle wariantów, tyle możliwości, że sama nie wiedziałam, co najpierw przymierzyć. Ale było warto :) Gdy już stałam tak ubrana (różne kolory, kilka sukienek złożonych w jedną), poprosiłyśmy ojca o konsultacje, bo byłyśmy właściwie przekonane. No i tak zostało :) Po dwóch godzinach miałam wymarzoną rzecz każdej kobiety, teraz będę się już tylko umawiać na poszczególne przymiarki w czasie szycia. Sukienka będzie oczywiście biała (a co, zasłużyłam sobie :P) Myślałam, że to w sklepie będą największe emocje, ale dopiero po przyjściu do domu zaczęłam o tym myśleć jeszcze bardziej. Do teraz widzę przed oczami siebie w tej sukni, z welonem, bo takiego widoku się raczej nie zapomina:) Pochwaliłam się od razu Przyszłemu, że mam już sukienkę, bo taka radość mnie ogarniała, jak nigdy wcześniej. Miałam ochotę każdemu się pochwalić tą sukienką, i pewnie dość dziwnie wyglądałam z ciągle roześmianą gębą :))) Jestem taka szczęśliwa, że aż mnie rozpiera! agne 2006-03-12 17:41:37 skomentuj (0) You're Beautiful - James Blunt Znowu tak jak w listopadzie. Mało czasu, dużo do zrobienia. Zdenerwowana. Zmęczona. Niewyspana. A to wszystko przekłada się na pracę i na całą resztę... Zresztą pal licho pracę, denerwuje i smuci mnie bardziej to, że tak mało czasu spędzamy razem z Przyszłym. W końcu nareczonymi jesteśmy tylko teraz i nikt nam tego nie zwróci. Nic na to nie poradzę, po prostu taki stresujący rok mi się trafił jak nigdy. A podobno życie w stresie jest niezdrowe. Podobno. I jeszcze ta wczorajsza dyskoteka. Dzieci się bawiły, ja tylko ich pilnowałam. No i jeden obrazek, który utkwił mi w pamięci. Adam tańczył z koleżanką z klasy, takie miniaturki dorosłych. Całkiem poważnie to traktowali. Gdyby tylko to jego podobieństwo... I saw your face in a crowded place, And I don't know what to do, 'Cause I'll never be with you. Szkoda gadać. Za duzo mi przypomniało, bo aż łzy mi stanęły w oczach z niewiadomego powodu (no bo to już przecież było). I nie wróci, i nawet nie chcę by wróciło, bo i po co, bo już jestem szczęśliwa. Przez te nerwy jestem cała roztrzęsiona i byle co wyprowadza mnie z równowagi. Złapałam doła, który wynika z tej beznadziejnej sytuacji i głupie myśli się mnie czepiają. Chcę odpoczać wreszcie, odsapnąć trochę, złapać oddech. I poświęcać więcej czasu mojemu Kochaniu, bo tęsknię za nim coraz bardziej, gdy go tylko nie widzę. I przytulić się chcę, o! - tupnę jak małe dziecko. Tak właśnie. Czasami nie zdaję sobie sprawy, jak to dobrze, że go mam. Ale są takie momenty, gdy widzę to aż nazbyt wyraźnie i marzę tylko o tym, żeby znów go zobaczyć. Bo już sama świadomosć, że jest ktoś komu zależy i kto zawsze jest blisko bardzo pomaga. agne 2006-02-05 11:55:55 skomentuj (0) I had the time of my life - Bill Medley and Jennifer Warnes W tym miejscu chciałabym podziękować redakcji Olivii za ponowne dodanie do nowego numeru płytki z filmem "Dirty Dancing". Ostatnim razem nie udało mi się jej dostać. Uwielbiałam namiętnie, uwielbiam i uwielbiać będę ten film, lata mijają a ja mogę ogladać go wciąż na nowo i za każdym razem coś w nim znajduję. Jak dla mnie kultowy. Niektórzy moga myśleć, że to bez sensu, skoro film ma już prawie 20 lat. Tyle tylko że twórczość tamtego okresu (i kiczowata, i ta kultowa) ma jedną ważną cechę - nie można o niej zapomnieć i ciagle się do niej wraca. Czy ktoś za 20 lat będzie w ogóle pamietał o Pile 2? Nic, naprawdę nic nie przebije magnetyzmu lat osiemdziesiątych. Z niejakim smutkiem stwierdzam, że to młodsze pokolenie coś bezpowrotnie ominęło. A w głowie znowu ta melodia i bezkonkurencyjny Patrick Swayze (w którym kochały się wszystkie dziewczyny, do dzis zresztą jeden z moich ulubionych aktorów) w pamiętnej scenie ostaniego tańca... With my body and soul I want you more than you'll ever know So we'll just let it go Don't be afraid to lose control Yes I know what's on your mind When you say, "Stay with me tonight" Just remember You're the one thing I can't get enough of So I'll tell you something This could be love because I've had the time of my life No I never felt like this before Yes I swear it's the truth And I owe it all to you agne 2006-01-28 21:17:01 skomentuj (0) Przez różowe okulary Na katechezach robiono wszystko, by zniechęcić nas do ślubu. Zamiast opowiadać, jak to będzie różowo i cudownie, wciąż przypominano o czekających nas problemach i kryzysach. Takie w końcu ich zadanie. Przede wszystkim jednak zadawano nam (retorycznie) pytanie, czy na pewno tego chcemy. I czy dobrze zastanowiliśmy się nad tym krokiem? Wiem, nikt nie obiecuje, że będzie wspaniale. I w sumie, choć nie powiem żeby mi się to podobało, ci ludzie mieli rację. Ich wywody były w dużej mierze słuszne. Sama zaczęłam zastanawiać się, czy dobrze robię. Nie mówię tu o sobie, ja jestem pewna jak niczego innego na świecie. Ale czy bedę potrafiła uszczęśliwić mojego męża? Czeka nas w końcu wiele lat razem... A może właśnie przyjąć to wszystko tak jak do tej pory - radosnie, ufnie, trochę beztrosko i po dziecinnemu naiwnie wierzyć, że się uda, bo przecież inaczej być nie może? Po co zatruwać sobie myśli czymś, co może wcale nie będzie takie trudne? Jak na razie patrzymy różowo na całe to małżeństwo. I chyba dobrze, że człowiek ma takie okulary przed ślubem, bo w przeciwnym wypadku pewnie by się nie zdecydował. Póki co, nie możemy się już doczekać :) I tylko to się liczy. agne 2006-01-20 14:00:24 skomentuj (0) REFERRERS
|
blog.pl |